Z Gabinetu

To miejsce, w którym zapisuję refleksje z codziennej praktyki terapeutycznej 

o pracy z ciałem, napięciem i powrocie do równowagi.

08.06.2026

Mądrość ukryta w prostych rzeczach

Hiroshi Yamamoto Sensei podczas nauk w Polsce

Wiele razy słyszałem od Hiroshi Yamamoto Sensei proste, a jednocześnie zaskakująco trafne rady.
Jedna z nich szczególnie zapadła mi w pamięć.

Nie dotyczyła akupunktury.
Nie dotyczyła punktów.
Nie dotyczyła nawet terapii.

Powiedział, że jeśli chcemy zadbać o dobrą energię w domu, warto rano otworzyć okno, wpuścić świeże powietrze i utrzymywać porządek wokół siebie.

I tyle.
Prawdopodobnie wielu osobom wyda się to zbyt proste.

Sam jeszcze kilka lat temu pewnie wzruszyłbym ramionami.

Dziś myślę, że właśnie w tym tkwi jego wartość.
Żyjemy w czasach, w których niemal wszystko próbuje być bardziej skomplikowane, niż jest w rzeczywistości.
Szukamy nowych metod.
Nowych rozwiązań.
Nowych sposobów na poprawę samopoczucia i jakości życia.

Tymczasem czasem warto zacząć od rzeczy najprostszych.
Otworzyć okno.
Przewietrzyć dom.
Posprzątać po sobie.
Zadbać o miejsce, w którym żyjemy każdego dnia.

Zapewne, właśnie dlatego tak spodobały mi się te słowa.
Nie było w nich nic spektakularnego.
Nie było tajemnych technik ani sekretnej wiedzy.

Było za to przypomnienie, że to, co najważniejsze,
często znajduje się bliżej, niż nam się wydaje.

Czasami szukamy odpowiedzi bardzo daleko.
A one spokojnie czekają w miejscach, które mijamy każdego dnia.

22.03.2026

Ciało Wie

 

Regulacja Napięć z zachowaniem subtelności w Genki



Praca z ludźmi i ich niewypowiedzianą historią bywa naprawdę fascynująca.

Ostatnio spotykam osoby, które w badaniu pokazują pewną dwuznaczność.

Z jednej strony kierunek jest obrany.
Cel gdzieś majaczy.

A jednocześnie nie wiadomo, którą drogą pójść.
I czy w ogóle warto.

Zanim świadomość przyjmie coś za pewnik,
ciało często wie to wcześniej.

Pokazuje to subtelnie —
zanim jesteśmy gotowi to zobaczyć.

Ciało już coś przeczuwa,
a umysł dopiero szuka na to słów.

I gdzieś po drodze zaczyna się rozjazd.

Nie dlatego, że ktoś nie mówi prawdy.

Często to, co mówimy, jest na dany moment prawdziwe —
tylko nie sięga jeszcze tego, co ciało już czuje.

Nie mówię tego z przekąsem, jak dr House, który twierdzi, że wszyscy kłamią.

To raczej bardzo ludzki mechanizm.

Czasem usprawiedliwiamy się czymś, co jest pod ręką.

To właśnie jeden ze sposobów, w jaki ten rozjazd próbuje się „ułożyć”.

Ciało już coś przeczuwa,
a umysł jeszcze nie jest gotowy tego przyjąć.

Więc zaczynamy szukać.

Czasem winna jest owsianka.
Czasem niewyspanie.

ALE CIAŁO WIE.

A moment, w którym ciało i świadomość znowu się spotykają,
jest jedną z najpiękniejszych chwil w tej pracy.

Najczęściej dzieje się to w ciszy.

Przy oddechu.

Nie w technice.
Nie w schemacie.

Ręce.
Ciepło.
Srebro w palcach.

Obecność.

Proces, który raz wprawiony w ruch,
nie musi być już popychany.

Zaczyna płynąć.

05.03.2026

Lubię momenty, kiedy jeden narząd wręcz krzyczy.

Akupunktura japońska w Genki Naturalne Terapie stosowana przy zaburzeniach narządów wewnęrznych
Lubię momenty, kiedy jeden narząd wręcz krzyczy.
 
Jest ściśnięty.
Zakorkowany.
 
Pod palcami potrafi przypominać twardą żelkę Haribo.
Albo makaron wijący się po talerzu.
 
Drobne nierównowagi są przecież normalne.
Jedne narządy pracują trochę za dużo.
Inne zbyt ospale.
 
Ale czasem coś wyraźnie stoi na drodze.
 
W takich momentach często nie trzeba wiele.
Czasem wystarczy usunąć przeszkodę.
 
W gabinecie najpierw słucham.
 
Czasem wystarczy spokojny kontakt rąk,
żeby układ nerwowy sam mógł się regulować.
 
Odrobina ciepła z moksy,
żeby wypełnić pustą przestrzeń.
 
Albo teishin —
mały kawałek metalu w dłoni,
który zaznacza Oś.
 
Często ciało nie potrzebuje kolejnej techniki.
 
Potrzebuje tylko miejsca, żeby coś znowu mogło popłynąć.
23. 02 .2026

Każdy z nas zna kogoś, kto idzie ciężko do przodu

redukcja napięć i uważna praca z ciałem w Genki Naturalne Terapie

Każdy z nas zna kogoś, kto idzie ciężko do przodu.

Kroczy powoli, ale pewnie — choć bez werwy.
 
Jest wewnętrzny przymus.
Kierunek bywa narzucony odgórnie.
A my pędzimy dalej — jak muły czy jaki.
Wolno. Ciężko. Do przodu, choćby nie wiem co.
 
Pisząc „muł” czy „jak”, nie mam na myśli niczego negatywnego.
Widzę w tym raczej cechy takie jak wytrwałość, upór, wewnętrzny kompas, odpowiedzialność.
 
Bycie zawziętym i odpowiedzialnym nie jest złe.
Ale wszystko wrzucone w długą pętlę czasu zaczyna się zmieniać.
Zużywać. Zniekształcać.
 
Zwłaszcza gdy brakuje elastyczności i wewnętrznego luzu,
które pozwalają nam reagować na świat w sposób żywy i prawdziwy.
 
Z czasem znika jasność celu.
Zostaje tylko kierunek.
I idziemy dalej — z rozpędu.
 
Wewnętrzny blask, lekkość, spontaniczność —
choćby minimalne — wypalają się do reszty.
 
Ciało zwykle daje sygnały dużo wcześniej.
Że warto zwolnić.
Że coś trzeba zmienić.
Ale w nawale spraw łatwo to puścić bokiem.
 
A przecież nawet muł czy jak mają swoje granice.
 
W pewnym momencie ciało mówi już jasno:
„coś jest nie tak”.
 
Najczęściej robi to przez ból.
Często nieoczywisty.
Bagatelizowany.
 
Bo to nie kręgosłup.
To „tylko” nadgarstek.
„Tylko” bark.
„Tylko” kolano.
 
„Dwa tygodnie temu coś dźwigałem. Szarpnąłem. Pewnie dlatego.”
 
I jasne — to mogło mieć wpływ.
Ale czy było prawdziwą przyczyną?
 
CORAZ CZĘŚCIEJ SPOTYKAM SIĘ Z TYM W GABINECIE.
 
Pędzimy.
Napinamy się.
Trzymamy tempo.
 
Ten tryb powoduje, że napięcie kumuluje się w górze ciała,
a jednocześnie zaczyna brakować fundamentu na dole —
w podbrzuszu, w lędźwiach, w poczuciu bezpieczeństwa w ciele.
 
Góra dźwiga wszystko.
Dół przestaje nieść.
 
I wtedy coś w końcu puszcza.
 
Często nie chodzi o to, żeby iść szybciej.
Ani żeby jeszcze bardziej się spinać.
 
Chodzi o to, żeby bardziej być.
Reagować.
Być elastycznym.
Jak młody bambus.
KTÓRY SIĘ UGINA, ALE NIE ŁAMIE.
 
W dzisiejszych czasach ważne jest, żeby umieć się na chwilę zatrzymać.
Sprawdzić, gdzie naprawdę jesteśmy.
I czy to, co niesiemy, nadal jest nasze.
 
Ciało zwykle wie wcześniej niż głowa.
Tylko rzadko chcemy go słuchać.
 
Czasem wystarczy jeden dobrze wybrany punkt, żeby ciało zaczęło znów nieść.
 
Regulacja zamiast forsowania.
I znów na Osi.
 
17. 02 .2026

O pędzie, pośredniości i kawałku metalu w dłoni

Dziś o pędzie, pośredniości i kawałku metalu w dłoni.
 
Wszędzie gdzieś pędzimy.
Żyjemy w systemie 0–1.
Albo super. Albo tragicznie.
 
Coraz rzadziej widzimy coś pomiędzy.
 
W tej gonitwie łatwo stracić czucie pośrednie —
zdolność zauważania subtelnych sygnałów ciała,
zanim pojawi się silny ból, zmęczenie czy wypalenie.
 
Spokój.
Subtelność.
Kontakt ze sobą.
 
To nie zawsze jest wygodne.
Ale prawdziwe.
 
Wiecie, co mi to przywraca?
 
To może zabrzmieć zbyt prosto —
kawałek metalu w dłoni i oddech.
Precyzyjne narzędzie, skupienie i uważność na reakcję organizmu.
 
Podczas gdy wszyscy biegną za czymś,
ja tu jestem.
 
Osadzony.
Czujny.
Otwarty.
 
Jeśli mówisz: „Boli mnie głowa”,
nie skupiam się tylko na głowie.
 
Sprawdzam brzuch.
Plecy.
Napięcia.
 
Wsłuchuję się w puls —
w to, co dziś chce przekazać.
 
Wybieram z tego wszystkiego jeden punkt,
jedno miejsce, z którym mogę być.
I obserwuję, czy ciało reaguje.
 
Czy reszta zaczyna regulować się sama.
Czy potrzeba jeszcze jednego, delikatnego impulsu.
 
To doświadczenie —
za każdym razem inne —
jest niesamowite.
 
Budujące.
I bardzo osadzające.
 
Wracamy do środka.
Na oś.
 
Aleksander.