A jeśli napięcie jest potrzebne? Czy każde napięcie trzeba rozluźniać?

Terapia manualna karku, brzucha i kończyny dolnej – ciało szuka równowagi

Napięcie jako sposób na utrzymanie stabilności

Kiedy boli kark, plecy albo biodro i pod palcami wyraźnie czuć napięte tkanki, pierwsza myśl wydaje się oczywista: trzeba je rozluźnić.

Rozmasować. Rozciągnąć. Ucisnąć. Nakłuć.

Tylko że ciało nie zawsze napina się bez powodu.

Czasem napięcie jest problemem. Ale czasem jest rozwiązaniem, które organizm znalazł, żeby poradzić sobie z czymś innym.

I wtedy samo rozluźnienie najbardziej napiętego miejsca może niewiele zmienić.


Napięcie jako sposób na utrzymanie stabilności

Wyobraźmy sobie konstrukcję, której brakuje podparcia z jednej strony. Żeby się nie przewrócić, pozostałe elementy muszą przejąć większą część pracy.

Z ciałem bywa podobnie.

Jeżeli jakiś obszar gorzej daje sobie radę z przenoszeniem obciążenia, stabilizacją albo ruchem, inne tkanki mogą zwiększyć swoje napięcie. Nie dlatego, że „coś się w nich zepsuło”, ale dlatego, że próbują utrzymać całość w możliwie bezpiecznym ustawieniu.

Dlatego bardzo napięty mięsień czy pasmo tkanek nie zawsze jest miejscem, od którego warto zaczynać.

Najpierw dobrze jest zadać inne pytanie:

dlaczego organizm potrzebuje tego napięcia?

To właśnie dlatego podczas terapii manualnej nie zawsze zaczynamy od najmocniej napiętego miejsca.


Twarda góra, miękki dół

W pracy z pacjentami często zwracamy uwagę nie tylko na miejsce bólu, ale na sposób, w jaki napięcie rozkłada się w całym ciele.

Możemy na przykład znaleźć bardzo napiętą okolicę żeber, karku czy górnej części brzucha, a jednocześnie niewielkie napięcie i słabe podparcie niżej — w podbrzuszu, miednicy albo nogach.

Właśnie dlatego w akupunkturze japońskiej często zaczynamy od brzucha. To jeden z obszarów, który pozwala nam zobaczyć, jak napięcie rozkłada się w całym ciele, a nie tylko w miejscu odczuwania dolegliwości.

W sytuacji, gdy góra jest mocno napięta, a dół daje niewiele podparcia, intensywne rozluźnianie góry nie zawsze jest pierwszą rzeczą, którą chcemy zrobić.

Czasem najpierw trzeba sprawić, żeby ciało poczuło stabilniejszą podstawę.

Dopiero wtedy obszar, który wcześniej musiał się kurczowo trzymać, może zacząć puszczać bez przymuszania go do tego.


To, co napięte, nie zawsze trzeba osłabiać

Podobną sytuację można zobaczyć w obrębie nogi.

Boczna część uda lub podudzia może być wyraźnie napięta, a mimo to stopa podczas stania czy ruchu nadal uciekać do środka.

Intuicyjnie można pomyśleć: skoro bok jest napięty, trzeba go jeszcze bardziej rozluźnić.

Ale co, jeśli to właśnie ta strona próbuje powstrzymać dalsze zapadanie się kończyny?

Wtedy samo odebranie jej napięcia może nie rozwiązać problemu.

Czasem lepszym kierunkiem jest najpierw stworzenie organizmowi warunków, w których przestanie potrzebować tej kompensacji.

To subtelna różnica, ale bardzo zmienia sposób patrzenia na terapię.


Dlatego nie pracujemy tylko z „twardym miejscem”

Podczas terapii manualnej czy akupunktury japońskiej łatwo skupić się na tym, co najbardziej wyczuwalne: bolesnym punkcie, napiętym paśmie, twardym fragmencie brzucha.

Dla nas są to jednak przede wszystkim informacje.

Dotykając brzucha, obserwując ustawienie miednicy, pracę nóg czy reakcję tkanek po zastosowaniu pojedynczego bodźca, próbujemy sprawdzić, jak poszczególne części ciała wpływają na siebie nawzajem.

Sam brzuch może być tutaj szczególnie pomocny. O tym, czego szukamy podczas jego badania, pisaliśmy szerzej we wpisie o diagnostyce Hara w akupunkturze japońskiej.

Jeżeli po pracy w jednym miejscu napięcie w zupełnie innym obszarze zaczyna samoistnie maleć, jest to dla nas cenna wskazówka.

Nie zawsze trzeba więc bezpośrednio „walczyć” z miejscem, które jest najbardziej napięte.

Czasem wystarczy zmienić warunki, które zmuszały je do ciągłej pracy.


Mocniej nie zawsze znaczy skuteczniej

To również jeden z powodów, dla których w Genki często wykorzystujemy delikatne techniki.

Czasem będzie to igła.

Innym razem kontakt dłoni, teishin, ciepło moksy albo bardzo niewielki ruch.

Nie chodzi o to, żeby za każdym razem stworzyć możliwie silny bodziec. Bardziej interesuje nas odpowiedź organizmu.

Czy brzuch zrobił się spokojniejszy?

Czy oddech zmienił się bez dodatkowej instrukcji?

Czy stopa zaczęła inaczej układać się na podłożu?

Czy ruch, który wcześniej był ograniczony, stał się swobodniejszy?

Takie drobne zmiany potrafią powiedzieć więcej niż samo pytanie: „czy jest już mniej napięte?”.

To podejście — sprawdzanie reakcji ciała i dobieranie kolejnego kroku do tego, co się zmienia — opisujemy szerzej również na stronie Jak pracujemy.


Czy w takim razie napięcia nie należy rozluźniać?

Oczywiście, że czasem należy.

Nie każde napięcie jest potrzebną kompensacją i nie każde ma głębszą przyczynę. Bywa, że tkanka po prostu potrzebuje pracy miejscowej.

Różnica polega na tym, żeby nie zakładać tego z góry.

Zanim zaczniemy coś rozluźniać, dobrze jest sprawdzić, jaką funkcję to napięcie pełni w całym układzie.

Ciało nie trzyma napięcia dlatego, że zapomniało, jak się rozluźnić.

Trzyma je dlatego, że jeszcze nie dostało wystarczającego powodu, żeby je puścić.