Akupunktura nie zawsze musi oznaczać wkłucie
Kiedy pacjent po raz pierwszy widzi teishin, często pojawia się zdziwienie.
Narzędzie przypomina niewielką metalową igłę, ale nie przebija skóry. Czasami przykładamy je do punktu na kilka sekund, czasami delikatnie nim pracujemy, a niekiedy kontakt jest tak subtelny, że pacjent ledwie go zauważa.
Naturalnie pojawia się wtedy pytanie:
skoro mamy igły, dlaczego po prostu ich nie użyć?
Odpowiedź dobrze pokazuje jedną z najważniejszych cech japońskiej akupunktury: nie zawsze potrzebujemy silnego bodźca, żeby uzyskać reakcję organizmu.
Techniki bardzo delikatne, powierzchowne, a nawet niewymagające wkłuwania są obecne w japońskiej praktyce od dawna. Duże znaczenie ma palpacja skóry, odnalezienie miejsca, które rzeczywiście wymaga pracy, a dopiero później wybór sposobu stymulacji. Stosuje się między innymi przytrzymanie, docisk, przesuwanie czy delikatny kontakt narzędzia ze skórą.
Najpierw znaleźć miejsce, potem zdecydować, czym pracować
W gabinecie nie zaczynamy od pytania:
„Jaką igłę powinienem tutaj wbić?”
Najpierw interesuje nas samo ciało.
Dotykamy brzucha, pleców i kończyn. Sprawdzamy temperaturę, sprężystość tkanek, napięcie oraz miejsca bardziej miękkie lub puste i te, które wydają się zbyt mocno trzymać.
Dopiero wtedy wybieramy bodziec.
Czasami będzie nim klasyczna igła. Innym razem moksa. Jeszcze innym — palec albo teishin.
To trochę podobne do tego, o czym pisaliśmy w poprzednim wpisie, Czy każde napięcie rzeczywiście trzeba rozluźniać.
Jeśli mocniejszy bodziec nie zawsze jest tym, czego ciało potrzebuje, nie ma również powodu używać igły tylko dlatego, że możemy jej użyć.
Jak niewielki kontakt może cokolwiek zmienić?
To bardzo dobre pytanie.
Nasze tkanki nie są biernym materiałem ani prostym „opakowaniem” dla mięśni i narządów.
Powięź i inne tkanki łączne zawierają między innymi kolagen, którego struktura wykazuje właściwości elektromechaniczne. Jednym z opisywanych zjawisk jest piezoelektryczność — możliwość powstawania niewielkich zmian elektrycznych pod wpływem mechanicznego odkształcenia materiału.
Pokazuje to coś interesującego: lekki kontakt ze skórą odbywa się z żywą, reagującą tkanką, która odpowiada na nacisk, rozciąganie, temperaturę i inne bodźce. Zjawisko piezoelektryczności kolagenu jest znane i opisane naukowo, choć jego dokładna rola biologiczna pozostaje bardziej złożona, niż sugerują proste internetowe wyjaśnienia.
Do tego dochodzi sam kontakt metalowego narzędzia ze skórą. Pracujemy przecież w środowisku zawierającym wodę, elektrolity i pot, a używane narzędzia mogą być wykonane z różnych metali.
W praktyce często widzimy, że nie potrzeba mocnego nacisku ani wkłucia, żeby pod palcami zaczęła pojawiać się zmiana.
Nie traktujemy tego jednak jako dowodu na jeden konkretny mechanizm działania teishinu.
Ważniejsza jest dla nas odpowiedź organizmu, którą mogę ponownie sprawdzić.
Srebro, stal, miedź – po co różne teishiny?
Teishin nie jest jednym, zawsze takim samym narzędziem.
Może różnić się kształtem, ciężarem, powierzchnią kontaktu i materiałem, z którego został wykonany. Spotykamy między innymi narzędzia stalowe, srebrne, miedziane czy złote.
Dla terapeuty różnice te są wyczuwalne również bardzo praktycznie.
Inaczej układa się w dłoni stal, inaczej srebro czy miedź. Inaczej pracuje szeroka, zaokrąglona końcówka, a inaczej bardzo mały punkt kontaktu.
Znaczenie ma więc nie tylko z czego wykonano narzędzie, ale również:
czas kontaktu, nacisk, powierzchnia, kąt oraz sposób, w jaki przykładamy je do skóry.
Dlatego czasami przykładamy teishin niemal nieruchomo i po prostu czekamy.
Nie próbujemy za wszelką cenę „zrobić czegoś” z punktem.
Sprawdzamy, czy ciało zaczyna odpowiadać.
Skąd wiadomo, że coś się zmieniło?
To jedna z rzeczy, które najbardziej cenię w takim sposobie pracy.
Po kontakcie z punktem możemy ponownie sprawdzić miejsce, które badaliśmy wcześniej.
Brzuch może stać się bardziej miękki.
Napięcie pod żebrami może się zmniejszyć.
Puls może zachowywać się inaczej.
Oddech może zejść swobodniej.
Miejsce, które przed chwilą było bardzo tkliwe, może reagować znacznie spokojniej.
Nie zakładamy więc z góry, że punkt „zadziałał”, ponieważ został dotknięty.
Sprawdzamy, czy po bodźcu ciało zachowuje się inaczej niż przed nim.
Jeżeli tak — mamy informację, że obrany kierunek może być właściwy.
Jeżeli nie — również jest to cenna odpowiedź.
Czasem mniej daje nam więcej informacji
Mocny bodziec potrafi zmienić tkanki bardzo wyraźnie.
Ale właśnie dlatego czasami trudniej później ocenić, czego naprawdę potrzebował organizm.
Przy delikatnej pracy możemy obserwować znacznie mniejsze reakcje.
Dotykamy, czekamy, sprawdzamy.
Jeżeli odpowiedź jest wystarczająca, nie ma potrzeby robić więcej.
Jeżeli jej nie ma, możemy zmienić punkt, narzędzie albo sposób stymulacji.
To jeden z powodów, dla których teishin nie jest dla nas wyłącznie „akupunkturą dla osób bojących się igieł”.
Jest pełnoprawnym narzędziem, które wybieram wtedy, kiedy właśnie taki rodzaj bodźca wydaje się najlepiej dopasowany do aktualnego stanu pacjenta.
Kiedy wybieramy teishin zamiast igły?
Bardzo często wtedy, kiedy ciało reaguje wyraźnie już na sam dotyk.
Może to być osoba mocno wyczerpana, bardzo wrażliwa na bodźce albo pacjent, u którego po niewielkiej pracy szybko zmienia się napięcie brzucha czy charakter pulsu.
Teishin jest również przydatny wtedy, kiedy chcemy najpierw sprawdzić, czy wybrane miejsce jest właściwym kierunkiem pracy, zanim zdecyduję się na mocniejszą stymulację.
Czasami zaczynamy więc od kontaktu dłońmi.
Potem pojawia się teishin.
A igła okazuje się niepotrzebna.
Innym razem reakcja na delikatny kontakt podpowiada, że można pójść krok dalej.
Nie istnieje jedna hierarchia, w której igła jest „prawdziwą terapią”, a wszystko delikatniejsze jedynie dodatkiem.
Czy to nadal jest akupunktura?
To pytanie pojawia się często, ponieważ polskie słowo akupunktura niemal automatycznie kojarzymy z wkłuwaniem igieł.
Tymczasem tradycja pracy z punktami obejmuje znacznie więcej sposobów stymulacji.
W japońskiej praktyce techniki kontaktowe i narzędzia niewymagające penetracji skóry zajmują własne miejsce. Jak pokazuje przytoczone wcześniej badanie japońskich terapeutów, nie są one wyłącznie współczesnym dodatkiem dla osób obawiających się igieł.
Dla nas odpowiedź jest więc prosta:
tak.
Akupunktura nie zaczyna się w momencie przebicia skóry.
Zaczyna się wcześniej — od badania, odnalezienia miejsca i dobrania bodźca, na który ciało w danym momencie jest gotowe.
Teishin w naszej pracy
W Genki korzystamy z teishinu bardzo często.
Nie traktujemy go jako ciekawostki ani zamiennika stosowanego wyłącznie wtedy, gdy ktoś nie chce igieł.
Może pojawić się na początku terapii, podczas pracy z brzuchem, na kończynach albo w miejscach, których reakcję chcemy najpierw spokojnie sprawdzić.
Czasami jedna niewielka zmiana pozwala przejść dalej.
Czasami po kilku sekundach kontaktu ponownie badamy brzuch i miejsce, które wcześniej mocno trzymało, zachowuje się już inaczej.
A czasami nie zmienia się nic.
I to również jest informacja.
Właśnie dlatego w akupunkturze japońskiej tak duże znaczenie mają dla nas palpacja, uważność i odpowiedź organizmu, a nie liczba użytych igieł.
Nie zawsze potrzebujemy mocniejszego bodźca.
Często wystarczy znaleźć właściwe miejsce i dotknąć go w odpowiedni sposób.

